Zdjęcie ze spotkania X- LAB. Projektowanie doświadczeń (w) przestrzeni: Miejsca Trzecie, fot. Katarzyna Kukiełka
Czym są „Miejsca Trzecie” i kiedy naprawdę zaczynają żyć?
“Miejsca trzecie” to opisane przez Raya Oldenburga miejsca publiczne, służące nieformalnym spotkaniom i budowaniu relacji pomiędzy prywatnością domu a miejscami pracy. W rozmowie zastanawaliśimy się, jak tę funkcję mogą spełniać instytucje kultury, klubokawiarnie i odolnie tworzone miejscówki. Czy Apteka Designu też jest takim miejscem?
Transkrypcja z debaty: X- LAB. Projektowanie doświadczeń (w) przestrzeni: Miejsca Trzecie, w której udział wzięli: Dawid Hallmann, Piotr Knaś, Ola Starmach, Izabela Chyłek . Rozmowę poprowadził Krzysztof Słaboń.
28 stycznia 2026
Krzysiek Słaboń: Ray Oldenburg [twórca koncepcji “miejsca trzeciego] przywołuje wspomnienie z dzieciństwa. Opowiada, że jako dziecko czuł się niezwykle bezpiecznie w miejscach, gdzie dorośli spotykali się nieformalnie i po prostu rozmawiali. Był to radosny czas niezobowiązującej rozmowy, a on choć był tylko dzieckiem – czuł się tam dobrze i bezpiecznie. To doświadczenie sprawiło, że w dorosłym życiu stał się szczególnie wrażliwy na takie przestrzenie.
Przypomina mi się mały sklepik w naszej kamienicy, w którym pracowała pani Gabrysia. Często schodziłem tam na dół i pamiętam, gdy pytała „Co się działo? Dawno pana nie było”. Dla mnie to dobrze oddaje sens trzeciego miejsca: z jednej strony jest to przestrzeń znajoma, bezpieczna, taka, którą czujemy jako swoją, a z drugiej – miejsce otwarte, w którym zawsze można spotkać nowych ludzi i nawiązać kolejne relacje. Spotykamy tam zarówno znajomych, jak i nieznajomych.
Dawid Hallmann: Prawdziwe trzecie miejsce to, moim zdaniem, przestrzeń, w której tętni życie. Kiedy tam przychodzimy, spotykamy zarówno stałych bywalców, jak i zupełnie nowych ludzi. Z naszym miejscem nie było tak od początku i myślę, że z żadnym miejscem tak nie jest. Na początku nie ma jeszcze grupy stałych bywalców – ona dopiero się tworzy. Trzecie miejsce powstaje z czasem. Nigdy nie jest tak, że od razu staje się taką przestrzenią. Możemy mieć aspiracje i plany, by tak było, ale w praktyce zależy to od bardzo wielu czynników i jest procesem, który wymaga czasu.
Przykładem mojego ulubionego trzeciego miejsca była kawiarnia w tramwaju w Tarnowie, założona przez mojego znajomego. Kiedy jeszcze tam mieszkałem, często przychodziłem tam ze znajomymi. Rozmawialiśmy, prowadziliśmy długie dyskusje, do których dołączali kolejni ludzie. Każdy coś dopowiadał, rozmowy się rozwijały. Ogromne znaczenie miał też gospodarz miejsca – osoba prowadząca kawiarnię, która rozmawiała z ludźmi i była zaangażowana. Ten klimat udzielał się wszystkim. Gdy za barem stał ktoś, kto tylko sprzedawał kawę, miejsce traciło swój charakter i stawało się zwyczajnym lokalem.
Ola Starmach: Dlaczego mam dziś poczucie, że nasze miejsce dla niektórych stało się trzecim miejscem? Myślę, że dobrze pokazuje to historia pewnej pani, która powiedziała, że to miejsce jest dla niej bardzo ważne, bo może tu po prostu pobyć wśród ludzi. Dowiedzieliśmy się, że kilka tygodni wcześniej zmarł jej mąż. Nie miała siły nigdzie wychodzić i nie czuła, że odnajdzie się w jakiejś zorganizowanej grupie – tu trzeba śpiewać, tam szydełkować, gdzie indziej spełniać jakieś określone warunki.
Ludzie mają bardzo różne potrzeby. Dla niej najważniejsze było po prostu to, że może przyjść, być wśród innych ludzi, odezwać się, jeśli chce – ale nie musi. Zaczęła przychodzić na nasz klub filmowy, który odbywa się raz w miesiącu. Na początku w ogóle się nie odzywała. Po jakimś czasie zaczęła brać udział w rozmowach. Dziś przychodzi już na każde spotkanie.
I nawet gdyby na takim spotkaniu było tylko dziewięć osób, a ja musiałbym zapłacić kilkaset złotych za licencję na film, to dla takich osób jak ona jestem gotowa to robić.
Dawid Hallmann: Dla mnie najważniejsza jest dziś społeczność, która się wokół tego miejsca wytworzyła – grupa stałych bywalców. W pewnym momencie wprowadziliśmy też pewne działania zachęcające ludzi do aktywności, na przykład nagradzanie za polubienia naszych postów w mediach społecznościowych. To był prawdziwy game changer – nagle zaczęli pojawiać się nowi ludzie. Wcześniej bywało tak, że przy stole siedziało kilkanaście osób, które wszystkie się znały. Gdy jednak pojawia się trzydzieści osób, z czego tylko część to stali bywalcy, a reszta to nowe osoby, sytuacja zupełnie się zmienia. Wtedy ci stali bywalcy zaczynają naturalnie wprowadzać nowych ludzi w społeczność i się nimi opiekować.
Iza Chyłek: Na Kazimierzu był kiedyś sklep ABC na rogu ulic Meiselsa i Bożego Ciała, który działał tam ponad trzydzieści lat. Pracowały w nim te same panie, które wszyscy znali. Można było tam kupić właściwie wszystko, ale ludzie przychodzili nie tylko po zakupy – przychodzili też porozmawiać. Widziałam, jak przychodzą tam starsze osoby po drobiazgi: kawałek ceraty, doniczkę, coś drobnego. Często zaglądali też ludzie, którzy już dawno wyprowadzili się z Kazimierza, ale i tak wracali do tego sklepu.
Kiedy pojawiła się informacja, że sklep ma zostać zamknięty, pomyślałam, że nie można tak po prostu zakończyć trzydziestu lat historii. Postanowiłam zorganizować pożegnanie. Panie nie miały Facebooka, więc wydarzenie przygotowałam w tajemnicy – dogadałam się tylko z córką właściciela. Zaproszenie rozeszło się szeroko. Na Facebooku zapisało się kilkaset osób i zaczęłam się zastanawiać, co będzie, jeśli wszyscy rzeczywiście przyjdą. Wystawiliśmy stoły, ludzie przynosili jedzenie, rozłożyliśmy dywany, żeby ulica wyglądała trochę jak salon w domu.
Kiedy panie wyszły ze sklepu, czekało na nie ponad sto osób. Były prezenty, muzyka, ludzie przynosili swoje historie i wspomnienia. Płakaliśmy i śmialiśmy się jednocześnie. To było niezwykle emocjonalne spotkanie. Wtedy naprawdę zrozumiałam, jak ważnym miejscem dla wielu ludzi był ten sklep – prawdziwym trzecim miejscem.
Dawid Hallmann: Kiedy sięgnąłem po tę książkę, zobaczyłem, że trzecie miejsce to przede wszystkim klub, społeczność, dyskusja i życie. To nie jest po prostu przestrzeń, w której ludzie spędzają wolny czas. Czasem w instytucjach wygląda to tak, że stawia się dodatkową sofę i mówi: ‘niech ludzie tu siedzą’. Ale jeśli odbywa się to pod czyimś czujnym okiem i bez prawdziwych relacji, to nie jest trzecie miejsce.
Iza Chyłek: Hevre jest miejscem otwartym na pomysły i inicjatywy. Czasami nawet specjalnie się wycofuję, żeby czegoś nie zepsuć. Lubię moment, kiedy ludzie zaczynają przejmować przestrzeń. Dostają sprzęt, dostęp do prądu, możliwość działania – a ja staję z boku.
Często nie witam nawet gości, bo wolę, żeby zrobili to organizatorzy wydarzenia. Dzięki temu czują się gospodarzami i uczą się, co to znaczy zaopiekować się przestrzenią i ludźmi.
Ola Starmach: W tym miejscu wydarzyło się wiele bardzo osobistych momentów. Ktoś zrobił coming out, ktoś opowiadał o swoim doświadczeniu dorastania w rodzinie z problemem alkoholowym, ktoś inny wychodził trzaskając drzwiami, bo nie mógł już wytrzymać napięcia w dyskusji. Były też zaproszenia na śluby. Zdarzało się, że gdy któryś z seniorów nie pojawiał się na spotkaniu, inni to zauważali i sprawdzali, czy wszystko w porządku.
Iza Chyłek: Ludzie lubią być tam, gdzie są inni ludzie. Dlatego tak ważne jest pokazywanie zdjęć z wydarzeń, na których widać ludzi. Kiedy widzimy fotografie pełne życia, pojawia się myśl: ‘tam musi być fajnie, też chcę tam pójść’. Zdjęcie pustej sali nie zachęci nikogo.
Trzeba dbać o jakość – o dobre zdjęcia, grafiki, sposób komunikacji. Jeśli tworzymy takie miejsca, dbajmy też o to, jak są opowiadane i prezentowane. Niech będą przykładem, że wspólna przestrzeń może być jednocześnie nasza, piękna i dobrze zaprojektowana.