X- LAB. Projektowanie doświadczeń (w) przestrzeni: Zabytki
fot. Alicja Rzepa KBF
20 Lutego 2026
Czym jest doświadczenie w zabytku?
Łukasz Gazur: Jak rozumiecie projektowanie doświadczeń w zabytkach?
Ola Zając: Dla mnie to było odkrycie, kiedy zrozumiałam, że experience design nie dotyczy tylko UX-u i świata cyfrowego, ale też przestrzeni fizycznej. Zawsze czułam, że pewne miejsca robią na mnie ogromne wrażenie. Opuszczone zakamarki miasta, stare budynki.
Kiedy robimy wydarzenie w takim miejscu – koncert w dawnym kościele czy w starej kamienicy, to jest to zupełnie inne doświadczenie. Nawet jeśli jest mniej wygodnie, coś skrzypi albo pachnie starą apteką. To miejsce niesie historię, a my dokładamy do niej nową.
Dominika Dąbrowska: Mnie najbardziej interesują ludzie. Wchodząc do jakiegoś miejsca, od razu wyobrażam sobie, kto tu był, co robił, jakie życie się tu toczyło.
Kiedy pracuję z właścicielami zabytków, zawsze pytam najpierw: dlaczego kupiliście to miejsce, co was do niego przyciągnęło? Dokumenty mogą poczekać. Najważniejsza jest historia relacji człowieka z tym miejscem.
Marta Graczyńska: Ja wchodząc do zabytku najpierw go wącham i słucham. Interesuje mnie, jak brzmi przestrzeń, jak rozchodzą się dźwięki, co skrzypi, po czym się chodzi.
To wszystko buduje doświadczenie. Zabytek to nie tylko obraz czy architektura, to całe środowisko.
Piotr Grochowski: Jako architekt zostałem nauczony, że projektowanie to tworzenie czegoś nowego. Ale przy zabytkach nauczyłem się czegoś odwrotnego, że najważniejsze jest, żeby niczego nie zepsuć.
Pierwsze, co robię, to rozmawiam z ludźmi związanymi z miejscem. Ich doświadczenia są równie ważne jak dokumentacja techniczna. Bez tego łatwo zniszczyć to, co najcenniejsze.
Zabytek jako punkt zatrzymania
Łukasz Gazur: A czym dla was jest “zabytek”?
Dominika Dąbrowska: Zabytek wciąż wielu osobom kojarzy się z problemem: koszty, ograniczenia, konserwator. Rzadko z entuzjazmem. A dla mnie to jest punkt zatrzymania, coś, co sprawia, że przestajemy przechodzić obok obojętnie.
Ola Zając: Myślę, że są ludzie, którzy mają taki zmysł do miejsc i rzeczy. Dotykają czegoś i czują, że tam jest historia. Dla jednych kaseta magnetofonowa to śmieć, dla innych zabytek. To nie jest kwestia pokolenia, tylko wrażliwości.
Marta Graczyńska: Zabytek to pinezka, moment zatrzymania. Coś, co przykuwa i uruchamia nasze zmysły i uwagę.
Piotr Grochowski: Dla mnie zabytek to przede wszystkim autentyczność. Jeśli zaczynamy go odtwarzać, udawać, rekonstruować coś, czego już nie ma, tracimy jego wartość. Nasza praca polega na tym, żeby tej autentyczności nie zniszczyć.
Doświadczenie, które zostaje
Łukasz Gazur: Opowiedzcie o miejscu, które naprawdę przeżyliście, nie tylko zobaczyliście.
Dominika Dąbrowska: Dla mnie to dwór w Kwiatonowicach. Pamiętam dokładnie dzień, kiedy tam pojechałam, pogodę, rozmowy – wszystko. To było jak wejście do innego świata. Wiedziałam, że to miejsce trzeba opowiedzieć inaczej. Zrobiliśmy film, który nie był o nieruchomości, tylko o historii.
Potem zadzwoniła do mnie dziennikarka z New York Timesa. Myślałam, że ktoś robi mi żart, a to było naprawdę. To miejsce zmieniło moją drogę zawodową.
Piotr Grochowski: Dla mnie przełomowa była cukrownia w Żninie. Przyjechałem na jeden dzień, zostałem miesiąc. Poznałem pracowników, ludzi, którzy tam spędzili całe życie. Jeden z nich, pan Andrzej, został później kustoszem i dziś oprowadza ludzi, opowiadając nie o architekturze, tylko o życiu. I to przyciąga ludzi bardziej niż wszystko inne.
Marta Graczyńska: Dla mnie takim momentem był Santiago de Compostela. Podczas mszy zobaczyłam, jak działa architektura średniowieczna.
Wystarczyło przesunąć się o pół kroku i być w zupełnie innym świecie między sacrum a codziennością. Wtedy zrozumiałam, że to naprawdę działa.
Ola Zając: Dla mnie to doświadczenia z dzieciństwa, opuszczone miejsca, do których się wchodziło nielegalnie. Magazyn kolejowy, biblioteka po godzinach, pałac, do którego się włamaliśmy. To było prawdziwe doświadczenie – bez biletu i bez przewodnika, pełne emocji.
Dziś podobnie działa festiwal w klasztorze w Lubiążu. Tam się nie tylko zwiedza jak muzeum, tam się mieszka, pracuje, tworzy. Ludzie czują, że to ich miejsce.
Jak nie zrobić z zabytku scenografii
Łukasz Gazur: Jak sprawić, żeby zabytek nie był tylko scenografią?
Ola Zając: Trzeba pozwolić ludziom w nim być naprawdę. Mieszkać, działać, mieć wpływ. Kiedy wolontariusze dostają salę i mogą ją urządzić po swojemu, tworzy się relacja z miejscem. I to zostaje na całe życie.
Marta Graczyńska: W muzeach też to się zmienia. Kiedyś nie wolno było niczego dotykać. Dziś można się położyć na podłodze i patrzeć w sufit. To zmienia perspektywę, patrzymy na to samo, ale inaczej.
Piotr Grochowski: Największą rolę odgrywają ludzie. Jeśli lokalna społeczność czuje, że to miejsce jest ich, to je chroni. Bez ludzi zabytek staje się pustą skorupą.
Odpowiedzialność za miejsce
Dominika Dąbrowska: I trzeba brać za to odpowiedzialność. Ja czasem odradzam sprzedaż komuś, kto chce zamalować dziewiętnastowieczne malowidła. Bo to nie jest tylko transakcja. To decyzja o przyszłości miejsca.
Łukasz Gazur: Czy presja społeczna ma sens?
Dominika Dąbrowska:
Czasem tak, ale często jest już za późno. Kiedy pojawia się informacja o inwestycji, decyzje bywają podjęte.
Piotr Grochowski:
Ale warto próbować i warto budować świadomość wcześniej: u inwestorów, architektów i społeczności.
Ola Zając:
Każde takie spotkanie coś zmienia. Dokłada kolejną warstwę do historii miejsca.